ZGINELI TRAGICZNIE




ALFRED SMOCZYK

urodził się 11 października 1928 r. w Kościanie

26.09.1950r. Alfred Smoczyk zginął tragicznie jest kilka wersje jego śmierci, która jest prawdziwa ? Na to nie odpowie dzisiaj nikt.

 

Po powrocie do Leszna 26.09.1950r. udaje się z kolegami na przejażdżkę motocyklową. W drodze powrotnej z Gostynia w pobliżu lasu kąkolewskiego, jadąc z dużą szybkością pasażerowie chwycili się za ręce, Alfred   zjechał na pobocze i traci panowanie nad motocyklem uderzając głową w drzewo poniósł śmierć na miejscu.

 

26.09.1950r. Alfred Smoczyk przebywał na urlopie koło rodzinnego Leszna. Wieczorem jadąc ze swoim kolegą  na motocyklu, w czasie mijania samochodu ciężarowego uderzył w drzewo. Tragiczny wypadek miał miejsce zaledwie klika kilometrów przed Lesznem, które było celem jego podróży. Obrażenia, których doznał były bardzo poważne, zmarł w drodze do szpitala.


Wieczór 26 09. 1950 r. Szosą Gostyń – Leszno, pustą o tej porze, mknie czerwona Jawa. Pęd łzawi oczy kierowcy, rozwiewa włosy, targa ubraniem. Dwie sylwetki niżej pochylają się do przodu. Prędzej! 100, 110 kilometrów na godzinę! Przyjemnie tak pędzić z wiatrem w zawody. Alfred lubi szybkość, upaja się nią, zna swoje umiejętności, panuje nad maszyną...Na piersi, twarzy, coraz silniejszy opór powietrza. Wzrasta z  szybkością. Ruch dłoni. Jeszcze szybciej ! Nacisk powietrza staje się  jeszcze mocniejszy, potęguje szum w uszach. 120 kilometrów na godzinę. Maksymalna prędkość Jawy. Szybciej już nie można...Las Kąkolewski. Jeszcze trzynaście kilometrów i Leszno. Za siedem minut będą w domu. Alfred wolniej ! po co tak pędzić? Słowa kolegi ulatują z wiatrem. Usłyszał ?... Zachodzące słońce kładzie nienaturalne długie cienie na asfalcie. Zaraz długi łuk w prawo. Zna go doskonale, jak każdy metr okolicznych szos. Potem przejazd przez tory i już prawie będą w domu. Pochyla maszynę w prawo. Jakaś nienaturalnie ciężka, oporna. Mocniej szybciej !  Połowa zakrętu. Siła odśrodkowa znosi na zewnątrz. Błyskawicznie zbliża się pobocze... Inny grunt inna przyczepność... Jeszcze wierzy, stara się opanować motocykl. Na moment wyrównuje. Drzewo ! Ominąć! Kontra kierownicą. Zdąży ? Trzask gniecionego żelaza, głuche uderzenie o pień. Tak zginął pierwszy rycerz czarnego sportu

 

24.września 1950 roku Alfred przebywał na zawodach w Szczyrku. Następnego dnia wraz ze swym kolegą z rodzinnego miasta udali się na motocyklach w powrotna drogę do Leszna. Na miejsce docierają we wtorek rano. W godzinach popołudniowych Alfred prosi ojca o pieniądze na paliwo i wyjeżdża „Jawą” do miasta. Odwozi brata na dworzec, a następnie wstępuje do kolegi Stanisława Przybylskiego. Nie zastaje go jednak w domu. Jedzie więc do Józefa Olejniczaka i umawia się z nim,że o godzinie 18.00 spotkają się w klubie aby  przedyskutować sprawy organizacyjne zbliżającego się meczu;  Około godziny 12.00 spotyka się z kolegą Marianem Kuśnierkiem w warsztacie jego ojca przy rynku w Lesznie. We dwóch postanawiają udać się na przejażdżkę po okolicy. Przy wyjeździe z rynku spotykają braci Wendzonków, których zabierają jako pasażerów . Jada w czwórkę z Leszna do Strzyżewic, a stamtąd do Śmigla. Po kilku godzinach wracają do domu ale tylko na chwilę. Jadą do Rydzyny a, następnie do Gostynia . Jest już pora popołudniowa. Około godziny 16.00 wyruszają w drogę powrotną do Leszna. Jada w dalszym ciągu we czwórkę. Smoczyk „nie żałuje’ maszyny. Dokręca maksymalnie manetkę gazu będąc pewny własnych umiejętności. Ponadto drogę zna doskonale. Jednak tym razem przeliczył się. Jadąc z dużą prędkością traci panowanie nad maszyną. Zjeżdża w kierunku rowu. Stara się zapanować nad motorem. Na drodze stoi jednak drzewo, którego jednak nie udało się już ominąć. Tragiczny wypadek ma miejsce w pobliżu lasu kąkolewskiego. Alfred uderza głowa w wystające drzewo, którego pień był pochylony w kierunku szosy. Kierowca ponosi śmierć na miejscu.






























FRANCISZEK KUTROWSKI

ur. 08.02.1932

11.11.1951r. miał się odbyć w Inowrocławiu trójmecz towarzyski pomiędzy Gwardią Śrem Unią II Leszno i gospodarzami – Unią Inowrocław.

W przeddzień zawodów 10. Listopada w czasie zorganizowanego dla gości treningu doszło do tragicznego wypadku. Zawodnik Unii II Leszno – FRANCISZEK KUTROWSKI – jak to opisuje niezbyt prezyzyjnie ówczesny dziennikarz: “... wpada na bandę, uderza głową w drzewo i ginie na miejscu”. Po tym wydarzeniu leszczynianie rezygnują ze startu w trójmeczu.

Dopiero później specyjalnie powołana komisja zbadałą przyczyny śmiertelnego wypadku. Stwierdzono, że bierznia inowrocławskiego stadionu nie spełnia wymogów bezpieczeństwa i wydano zakaz organizowania na niej zawodów.

Franciszek Kutrowski był początkującym zawodnikiem Unii, był pierwszym zawodnikiem w Polsce który zmarł w wyniku obrażeń odniesionyvch na torze.







STANISŁAW KOWALSKI
ur.13.10.1934 roku w Lesznie
zginął 26 września 1955 w
wypadku drogowym. Wracał wtedy motocyklem z Klonówca, małej miejscowości leżącej przed Lipnem w stronę Poznania wracał od swojej dziewczyny, która była przedszkolanką. . Akurat w przeciwnym kierunku do Poznania jechał Henryk Ptaszyński młody zawodnik Unii. Nie wiadomo czy któryś z nich próbował kogoś wyprzedzić czy byli zamyśleni, w każdym bądź razie obaj zderzyli się motocyklami tuż koło lasku ze słynnym stołem Napoleona. Leszczynianie wiedzą na pewno gdzie to jest. Dziwna rzecz ale Stanisław Kowalski zginął równo w piątą rocznicę śmierci Alfreda Smoczyka.

Podczas pogrzebu na ulice miasta wyległy tłumy. Henryk Żyto w kondukcie żałobnym prowadził żużlową maszynę, oddając w ten sposób hołd swojemu przyjacielowi,który wciągnął go do tego pięknego, ale jakże niebezpiecznego sportu




 



HENRYK ŻYTO Z MASZYNĄ STANISŁAWA KOWALSKIEGO



 

 

HENRYK  PTASZYŃSKI
    
Ur. 1935 roku

Wychowanek Unii startował od 1954 roku

Zginął 26 września 1955 w wypadku drogowym. Wracał wtedy motocyklem z Leszna w kierunku Poznania Z Klonówca, małej miejscowości leżącej przed Lipnem w stronę Poznania wracał Stanisław Kowalski Niewiadomo czy któryś z nich próbował kogoś wyprzedzić czy byli zamyśleni, w każdym bądź razie obaj zderzyli się motocyklami tuż koło lasku ze słynnym stołem Napoleona. Leszczynianie wiedzą na pewno gdzie to jest.  Dziwna rzecz ale zgineli równo w piątą rocznicę śmierci Alfreda Smoczyka.


w rozgrywkach ligowych nie startował

 



JERZY KOWALSKI

 

 


 
Przycisk Facebook "Lubię to"
 
Reklama
 
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=